Publikacje

2019-10-15

Wiele hałasu o streaming: migawki z MIPCOM

Agenda MIPCOM – jednej z największych na świecie konferencji i targów kontentowych – puchnie od tematów okołostreamingowych. Debiuty kolejnych graczy wprawiają rynek wideo w stan turboprzyspieszenia, a inwestycje w prawa do największych hitów przyprawiają o zawrót głowy. Debatujących w Cannes intryguje przyszłość Netflixa – czy uchowa się wolny od reklam i nadal będzie wrzucał całe sezony seriali?      

Zaledwie 6 lat temu mówiło się, że inwestycja Netfliksa w „House of cards” (przypomnijmy – 100 mln dolarów) jest “epokowa”. Nie wiem jakim przymiotnikiem skwitować ostatnie deale kontentowe gigantów streamingu opiewające na sumy kilka razy większe. Netflix, jak donoszą media, wydał grubo ponad 500 mln dolarów za prawa do pokazywania Seinfield (przez 5 lat od 2021 roku), a niewiele mniej kosztowało „The Office”, przechwycone przez NBCUniversal czy „Przyjaciele”, kupieni za 425 milionów dolarów przez WarnerMedia. Dwa ostatnie tytułu uszczuplą bibliotekę Netfliksa, w której dziś są podobno jednymi z jaśniejszych punktów jeśli idzie o popularność wśród widzów.

Nic zatem dziwnego, że w Cannes dywaguje się o przyszłości streamingowego giganta z siedzibą w Los Gatos. Odejście od czysto subskrypcyjnego modelu w kierunku reklam to tylko jeden z wielu wątków jakie przewijają się podczas paneli dotyczących Netfliksa. 

Ciekawych insightów m.in. o jego losach dostarczyły wyborna (w formie i treści) prezentacja MIDia Research, brytyjskiej firmy analizującej rynek rozrywki, a także świetne wystąpienie Pistis Strategy Advisor, francuskiej agencji konsultingowej. O czym mówili?  

  1. Spada czas poświęcany na oglądanie Netfliksa. Konkurencja rośnie, rynek SVOD się rozdrabnia, konsument bombardowany jest ofertą rozrywkową z różnych źródeł – od wideo po gaming. I gdyby nie to, że inwestycje w programy rosną (vide – bajoński rachunek za Seinfield, a przecież to tylko jeden spektakularny przykład), może nie należałoby się specjalnie zatrzymywać nad tym wyraźnym, szczególnie wśród międzynarodowej publiczności serwisu, spadkiem czasu oglądania. Netflix wprawdzie nie spowiada się z niego reklamodawcom, ale producentów i inwestorów takie dane mogą nie napawać entuzjazmem.  

  1. To Disney+ i Warner mają według MIDia Research lwią część praw do najgorętszych na rynku tytułów. Większość z nich to masowa rodzinna rozrywka i sama zastanawiam się na ile tytuły z poniższego slajdu mogą być driverem sprzedaży platform SVOD. Ale proporcje dają do myślenia.

  1. Binge-watching w defensywie. Wypromowany przez Netflix trend, by całe sezony seriali udostępniać w tym samym momencie, stoi – zdaniem MIDia Research – pod znakiem zapytania. Binge watching oznacza skrócenie cyklu życia serialu (jest to naturalna konsekwencja wrzucania wszystkich odcinków jednego dnia) i pozbawienie się możliwości budowania zaangażowania i napięcia fanów z odcinka na odcinek. Według MIDia Research Netfliksa nie będzie stać na binge-watching i serwis przestawi się na „tradycyjny” model serwowania kolejnych odcinków.
  1. Technologie nabierają tempa. Wojny streamingowe to gratka dla dostawców technologii. Bo poza kontentem, serwisy skoncentrują się na ulepszaniu doświadczeń swoich klientów. Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe pomogą im nie tylko w lepszych rekomendacjach i personalizowaniu oferty. Możliwości ich wykorzystania w pracy nadawców oraz serwisów streamingowych wyliczał Vincent Teulade z Pistis. Wśród nich m.in.:

– robienie napisów (dzięki NLP)

– castingi (kto lepiej niż sztuczna inteligencja dobierze autentycznego bohatera ??)

– pisanie scenariuszy (tu analityk postawił znak zapytania, ale nieduży)

– sprawdzanie jakości produkcji (postprodukcja)

– robienie highligtów programowych (to zresztą już się dzieje, np. w sporcie, vide współpraca FOX i Watson Media)

  1. Druga fala piractwa. W najbliższych kilku miesiącach zadebiutuje 4 nowych mega-streamerów. Disney+, HBO Max, Peacock i Apple TV+ zawalczą z obecnymi tu już m.in. Netfliksem, Amazonem czy Hulu. Kogo będzie stać na płacenie wszystkich subskrypcji? Wspomnijmy, że w USA po kilka abonamentów wideo kupuje obecnie 22 proc. osób, ten odsetek jest zatrważająco – jak zauważa MIDia – stabilny. I dla new-comersów w kategorii oznacza to budowanie bazy klientów kosztem obecnych ofert. Ale znajdzie się też ambitna grupa użytkowników, którzy sięgną po wyszukane sposoby obchodzenia oficjalnych źródeł treści. A to otworzy zdaniem Vincenta Teulada z Pistis nowy etap w historii kontentowego piractwa.

Czy wojny streamingowe rzeczywiście będą najkrwawszymi w historii rynku wideo? Taką tezę mogą uprawdopodabniać dane (i kwoty) omawiane podczas MIPCOM 2019.

To, co mnie uderza najbardziej na tym młodym, buzującym technologiami rynku, to zwrot w kierunku zgranych, ciepłych hitów sprzed 10, 20, 30 lat. Kto by pomyślał, że o Seinfield (premiera 1989 r.) czy „Friends (1994 r.) rozegrają się tak wykrwawiające finansowo boje i że to właśnie siłą starych telewizyjnych szlagierów budowana ma być potęga streamingowych gigantów.  

Joanna Nowakowska

Żyje z pisania, ale woli czytanie. Łącznie od ponad dekady śledzi rynek telewizyjny, a od jakiegoś czasu ma wrażenie, że rynek śledzi również ją :) Obowiązki naczelnej ScreenLoverki łączy z pracą w agencji mediowej, do której przeszła z Atmediów. Poprzednio (i jak dotąd najdłużej) - dziennikarka „Media & Marketing Polska”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Najnowsze komentarze
  • Fajnie że zostało to opisane
  • Smart Communications
  • gdybyście jeszcze nauczyli się używać polskich słów zamiast tych językowych potworków...
  • Widać, że artykuł, jak i cały blog jest napisany przez mediowców. Mediowiec to taki człowiek, który od lat kupuje media dla branży reklamowej, któremu wydaje się, że wie coś więcej o samym marketingu. Siedząc w tej wąskiej branży, jednakowoż zarządzając największymi budżetami w niej samej, opanował ów mediowiec do perfekcji sztukę pierdolenia farmazonów z pozycji ex katedra. Więkoszść tych nominacji do reklamowych bzdur roku to nic innego, jak zazdrość wobec tych budżetów, których klienci nie zechcieli wydać na reklamy, a wydali na inne działania promocyjne. Reklamy, których chyba już nikt nie ogląd, ponieważ albo nie ma telewizora, albo ma adblocka, albo ma w głęboki poważaniu wszystkie korporacyjne media, w których ów reklamy mają szansę się ukazać. Nasi mediowcy wykorzystując swoją zawodową pozycję, zasłaniając się kantarami, tgiami, adreportami i innymi zabawkami mediowca, opowiadają te wszystkie bzdury, tylko po to, by odwrócić uwagę, przeciętnie zorientowanego marketera od zmian postaw konsumpcyjnych, zmian w systemach wartości całych pokoleń, które zasadniczo kształtują współczesne strategie komunikacyjne. A wszystko po to, abyś kupił frejarze koleje reklamy, przypadkiem nie zastanawiał się nad budżetami, które mógłbyś przeznaczyć na brand purpose, czy transformację digital. Ci biedni, często nieświadomi bzdur, które sami opowiadają, powinni nominować się do największej bzdury roku. Nie ma większej bzdury w działaniach promocyjnych marki, jak wydać budżet na reklamy. Jest taki dowcip o mediowcach, - wiecie kiedy miediowiec kłamie? - kiedy otwiera usta!
  • Nic dziwnego, że usługa ta jest tak popularna. Kupiłem telewizor UHD 4K, który miał służyć głównie do gier, a większość czasu spędzam oglądając na nim seriale. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że obsługa usługi jest prosta, a mnogość serwisów ogromna.

Warning: Use of undefined constant php - assumed 'php' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /scn_lvrs/wp-content/themes/responsive_new/footer.php on line 1
X