Republika i Zero, czyli co 12-ta minuta YouTube’a w Polsce?  

173.3 mln godzin poświęcili użytkownicy YouTube’a na oglądanie w tej platformie telewizji Republika. To niemal identyczny wynik, co ten, który podaje Krzysztof Stanowski dla Kanału Zero. A jeśli złożyć je do kupy, okaże się, że Republika i Zero mogą łącznie odpowiadać nawet za co dwunastą minutę oglądaną na polskim YouTube. To youtube’owy odpowiednik siły, jaką w telewizji dysponują TVP 1 albo Polsat. 

173.3 mln godzin streamowania Republiki na YouTube – taki rezultalt osiągnęła największa obecnie polska telewizja informacyjna. Statystyki przekazał nam Jarosław Olechowski, szef wydawców Republiki i dzięki niemu mamy już kolejny obok Zera kanał, którego youtube’owe staty możemy przetłumaczyć na język telewizji.  

Wiele wskazuje na to, że podobnie jak to jest w TV – za pokaźny youtube’owy wynik Republiki odpowiada relatywnie nieduża grupa widzów. Bo chociaż liczba godzin raportowana przez Stanowskiego i przez Republikę za 2025 rok jest taka sama, z danych deklaratywnych (SW Research dla ScreenLovers, wrzesień 2025 r., n=1994) wiemy, że Kanał Zero przynajmniej czasem ogląda 31% polskich internautów, podczas gdy do Republiki na YT zagląda 15% z nich. Przypomnijmy, że w telewizji spektakularny udział Republiki kształtuje właśnie ta prawidłowość – zakon heavy-viewerów tej stacji ogląda ją długie godziny, co sprawia, że Republika odsadza pod względem ATS (czas oglądania wśród użytkowników danego kanału) wszystkich konkurentów. Pisaliśmy o tym szczegółowo TU. 

E-AMR-y Republiki 

Ale dziś nie o specyfice, a o wynikach. I nie youtube’owym językiem viewsów, a językiem telewizji, który pozwala nam sprowadzić do jednego mianownika popularność w TV i na YouTubie.  

W przypadku Republiki, która jako jeden z kilku w Polsce kanałów TV streamuje na YouTubie wszystkie swoje treści na żywo, aż się prosi o skorzystanie z AMR (average minute rating, czyli średnia widownia na minutę), która pozwoli uzupełnić obraz popularności linearnego kanału nadawcy. I – już tylko skrótowo, bo opisaliśmy cały rachunek szczegółowo TUTAJ, odnosząc liczbę obejrzanych godzin Republiki na YT do liczby minut w roku, otrzymujemy średnią widownię minutową youtube’owego kanału Republika na poziomie 19 779 tysięcy w 2025 roku.  

Ten niemal identyczny co w przypadku Zera, wynik uplasowałby youtube’ową Republikę gdzieś między Polsat Film, Nowa TV a Polsat Cafe w rankingu stacji telewizyjnych na podstawie średniej oglądalności minutowej (AMR). Taka widownia zapewniłaby z kolei Republice udział (SHR) na poziomie 0.35% w grupie 4+. 

W przypadku Republiki można by się pokusić o mocniejszą tezę. Stacja zamknęła rok z 6.08% udziału w grupie ogólnej, wypychając tzw. dużej czwórki TVP2 (pisałam o tym na LinkedIn).

Gdyby więc dodać jej youtube’ową widownię do tego wyniku, otrzymamy udział sugerujący, że Republika jako całość może być większa nie tylko od TVP2 i nie tylko od TVN24, ale i od dużego TVN. 

To luźna hipoteza, bo nie wiemy ilu widzów TVN gromadzi w internecie – stację można oglądać i w HBO Max, i na WP Pilocie, i w Canal+ Online czy Playerze. Ale zdziwiłabym się, gdyby budowała tam odpowiednik 0.35% udziału, który ma dostępna na YouTube na żywo i za darmo telewizja Republika.

Giganci polskiego YouTube?

Tym razem jednak wyniki Republiki oraz Zera chcemy odnosić nie do telewizyjnej, a do youtubowej puli, bo wydaje się, że w sfragmentaryzowanej rzeczywistości tej platformy mamy w ich przypadku do czynienia z dwoma fenomenami.  

Widzimy to zestawiając łączny czas oglądania Zera i Republiki na YouTube ze statystykami Nielsena i Gemiusa. Ale po kolei.

YouTube zamknął ub. rok z 6.8% udziałem w domowej oglądalności na wszystkich ekranach (Nielsen). To suma widowni z telewizora (ten stanowi blisko 30 % oglądalności YouTube – patrz wykres niżej), smartfonu, tabletu i komputera wpiętych w domowe wi-fi w polskich domostwach.

źródło: Nielsen, dane podsumowują całe portfolio danego gracza (sumę oglądalności jego kanałów TV i/lub serwisów wideo); w przypadku Google za całość wideo odpowiada YouTube

YouTube odsadza pod względem udziału w tym wieloekranowym środowisku całą streamerską konkurencję, choć jego pozycja w Polsce wciąż jest daleka od amerykańskiej czy brytyjskiej. W Wielkiej Brytanii w okresie od października do grudnia 2025 r. udział YouTube’a w analogicznym 4-ekranowym pomiarze BARB oscylował wokół 17-18 proc.  

Ale nie zbaczajmy z wątku.  

Jeśli więc SHR całego YouTube to 6.8%, a jak liczyliśmy wcześniej, Zero i Republika mają po ok. 0.35% każdy, to razem składają się one w 0.70% oglądalności. Stąd już krok do wniosku, że razem kontrolują ponad 10% całego domowego YouTube’a.

Do takiego szacunku można się jednak przyczepić – YouTube’a oglądamy nie tylko w domu (gdzie oglądalność na wszystkich ekranach bada Nielsen), a raportowane przez Zero i Republikę godziny oglądania dotyczą korzystania z ich kanałów na wszystkich ekranach i we wszystkich miejscach.  

Od czego jednak mamy Gemius?  

Dzięki uprzejmości tej firmy, otrzymaliśmy dane nt. udziałów czasu oglądania aplikacji YouTube’a na urządzeniach mobilnych w domu i poza nim. Wynika z nich, że na dom przypada 74 proc. czasu oglądania – czyli ok. 17 minut dziennie (średnia za 2025 r.). Pozostała ¼, ok. 6 minut, odbywa się w innych niż domowe okolicznościach.  

Zatem wracając do naszych rachunków – jeśli przyjmiemy youtube’owy AMR z Nielsena (424 tys. widzów średnio na minutę w 2025 r.), odejmiemy od niego 30 proc. przypadające na telewizor, a resztę potraktujemy jako ¾ oglądalności YouTube’a (zgodnie z tym, co wskazują dane Gemiusa), to okaże się, że Kanał Zero i Republika stanowią ok. 1/12 oglądalności platformy. Ujmując to inaczej – ok. 5 minut z każdej godziny oglądania YouTube’a w Polsce przypada na Republikę i Zero.   

Mówimy „około”, bo to wciąż wyliczenie zgrubne. Nie uwzględnia zapewne drobnej, ale istniejącej oglądalności YouTube na telewizorze poza domem. Dla komputera przyjęliśmy proporcje raportowane przez Gemius dla mobile (a przecież mogą się nieco różnić). Nie mamy też pewności, że oglądalność poza domem w przypadku konkretnie Republiki i Zera dokładnie odpowiada youtube’owej średniej. Uwzględniając jednak te zastrzeżenia wciąż stawiamy tezę, że Zero i Republika to polskie youtube’owe potęgi, z udziałem w tej platformie na poziomie takim, jaki w linearnej TV ma Polsat albo jaki mają łącznie Puls i TVN24.

Stanowski kontra Peppa, Sakiewicz kontra Bluey

Dlaczego, zdaniem ScreenLovers, tak w przypadku Republiki, jak i Zera, możemy mówić o fenomenach?

Bo wiemy, że YouTube to mocno rozdrobniona platforma, której sumaryczną siłę buduję wiele drobnych kanałów. I jeśli zaufać danym z pomiarów oraz raportowanym przez same te kanały godzinom oglądania, wydaje się, że polskie Zero i Republika nie mają odpowiedników np. w Wielkiej Brytanii, gdzie YouTube jako całość jest daleko większy niż nad Wisłą.

Takie porównania umożliwia brytyjski pomiar BARB, a konkretnie opublikowane po raz pierwszy latem ub.r. pionierskie dane dot. oglądalności kanałów na YouTubie. BARB, z pomocą m.in. Kantara wyselekcjonował w UK 200 największych, spełniających wymogi brand-safety kanałów, a następnie przyłożył do nich telemetryczny nasłuch. Dostaliśmy tam więc wreszcie nie viewsy, i nie liczone na piechotę (jak ja wyżej) wskaźniki, ale kompatybilne z telewizyjnymi AMR-y, SHR-y i zasięgi dla największych stacji na brytyjskim YouTubie.

Pomiar wykazał, że top youtube’owego rankingu w UK zdominowany jest przez stacje dziecięce, z których największa – Świnka Peppa, ma 0.06% udziału na telewizorze i jest jedynym kanałem przebijającym 1% zasięgu w brytyjskiej populacji. Postrzegane zaś jako wielkie kanały typu Mr Beast, nie wytrzymały zderzenia z wyobrażeniami na temat ich wielkości.

źródło: BARB

Powyższych danych BARB-u nie można wprost zestawiać z naszym wyliczeniem dla Republiki i Zera. Dlaczego? Dane BARB:

a) opisują tylko oglądalność na telewizorze (tak zdefiniowano ten pionierski pomiar)  

b) obejmują oglądalności materiałów, które wskoczyły na kanały po kwietniu 2025 r. 

c) dotyczą treści, które trwają przynajmniej 2 minuty 

Ale nawet przyjmując te ograniczenia i zakładając, że ok. 30 proc. widowni Zera i Republiki pochodzi z telewizora, wciąż widzimy tu kilkukrotnie większe byty aniżeli największe stacje youtube’owe z UK.  

Brytyjskie mikrusy czy kwestia pomiaru?

Takich porównań już za chwilę nie będziemy mieli jak robić. Brytyjskie cyferki BARB-u o widowni jego kanałów mogły nie spodobać się YouTube’owi, który rok temu ogłosił, że jest „nową telewizją”. Platforma na kilka dni przed publikacją pierwszych danych wycofała się z subskrypcji w BARB, a dosłownie kilka dni temu zażądała zakończenia tego pomiaru. Jak twierdzi, naruszał warunki umowy, choć nie sprecyzowano w jaki sposób. To na tyle gruby temat w UK, że piszą o nim nie tylko branżówki, ale i Financial Times czy The Guardian.  

W Polsce, gdzie nikt się chyba nie przymierza do monitoringu programowego YouTube’a, niezmiennie pozostaje szycie na bazie danych z różnych źródeł (jak wyżej). A szyć warto, bo nasze porównanie może dowodzić specyfiki polskiego YouTube’a.

Casus Zera i Republiki, które razem kontrolują w nim udział na miarę Polsatu w polskiej telewizji i odpowiadają za 5 minut z każdej godziny na polskim YouTubie, sugerują np., że platforma może być nad Wisłą znacznie mniej rozdrobniona niż na dojrzalszych rynkach.

Mniejsza konkurencja? Bardziej lojalny widz? A może to jednak tylko Zero i Republika tak sobie świetnie radzą na YouTubie, który poza nimi, pozostaje równie sfragmentaryzowany co w UK?

To wszystko hipotezy, które uczciwość intelektualna nakazuje uzupełnić także pytaniem o dokładność pomiaru YouTube’a w Wielkiej Brytanii. W antybigtechowym odruchu wielu brytyjskich komentatorów z marszu uznała, że to zły, nietransparentny YouTube ucieka przed niekorzystnym dla niego badaniem. Ale rzeczywistość może być bardziej złożona. Więc do poprzednich pytań, sugerujących, że polski YouTube jest tak różny od brytyjskiego, dodajmy takie: czy to możliwe, by Zero i Republika nie miały swoich odpowiedników w UK?

Joanna Nowakowska

Żyje z pisania, ale woli czytanie. Łącznie od ponad dekady śledzi rynek telewizyjny, a od jakiegoś czasu ma wrażenie, że rynek śledzi również ją :) Obowiązki naczelnej ScreenLoverki łączy z pracą w agencji mediowej, do której przeszła z Atmediów. Poprzednio - dziennikarka „Media & Marketing Polska”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.