Publikacje

2019-04-18

Polskie seriale w podróży – po MIPTV

Polskie produkcje nie robiły dotąd oszałamiającej kariery za granicą. Ograniczenia językowe, specyfika kulturowa, niewielkie budżety, a i niemrawe zabiegi promocyjne – to wszystko pewnie sprawia, że o Polsce nieczęsto słyszy się na globalnych rynkach TV. Także na MIPTV w Cannes, niestety – tradycyjnie, polski biznes telewizyjny nie był specjalnie widoczny. Honor naszego rynku ratował Dariusz Jabłoński, który z pasją mówił o wschodnioeuropejskiej tradycji opowiadania filmowych historii w kontekście zbliżającej się premiery „Zasady przyjemności”. Czy pierwsza polsko-czesko-ukraińska koprodukcja będzie pierwszym śmiało podróżującym polskim serialem?

Dopiero w przedostatnim dniu canneńskich targów, podczas rozmowy z Dariuszem Jabłońskim, szefem Apple Film Production, błysnęła Polska jako rynek, który tworzy coraz bardziej obiecujące produkcje, potencjalnie także na rynek światowy.

– Moja publiczność może być wszędzie. Bycie niewielkim producentem nie ogranicza. Nowa globalna era w produkcji filmowej i serialowej daje szansę Europie Wschodniej i myślę, że dla widowni ze świata to też okazja, by poznać naszą bogatą tradycję w opowiadaniu historii. Liczę, że „Zasada przyjemności” będzie pierwszym wschodnioeuropejskim serialem, który ruszy w świat – mówił szef Apple Film Production. Dariusz Jabłoński reżyserował „Zasadę przyjemności”, pierwszą koprodukcję, w której połączyły siły Polska, Ukraina i Czechy. Serial wg scenariusza Macieja Maciejewskiego (współtwórca dwóch sezonów „Gliny”) rozgrywa się równolegle w Warszawie, Pradze i Odessie – policja z tych trzech miast pracuje nad rozwikłaniem zagadki powiązanych ze sobą morderstw.  

Czy „Zasada przyjemności” ma potencjał, by ruszyć po światową publiczność? W czerwcu w Canal+ będzie okazja sprawdzić. A później – zapytać Parrot Analytics, czyli agencję badawczą, która monitoruje popularność seriali na światowych rynkach, jak „Zasadzie…” poszło.

A na razie wiemy od Parrot jak poszło dwóm innym głośnym polskim serialom – czyli „1983” (produkcja Netflix) oraz „Ślepnąc od świateł” (HBO).  Specjaliści z Parrot Analytics wpadli do Cannes, więc mieliśmy ich okazję zapytać o podróżnicze losy dwóch głośnych polskich premier z końca 2018 roku.

Jaką popularność osiągnęły te seriale w Polsce, sprawdzaliśmy już parę tygodni temu z Panelem Ariadna – „Ślepnąc…” z 1,62 mln internautów twierdzących, że widzieli wszystkie odcinki, bił „1983”, który osiągnął 0,94 mln (po więcej zerknijcie TU:). Dane Parrot, uwzględniające poza obejrzeniami czy ściągnięciami także buzz wokół serialu wyrażany przez publiczność w różnych formach, pokazują większą przepaść między „Ślepnąc” a „1983” w ujęciu „per capita” (pozwala nam ono w porównaniu oderwać się od wielkości populacji na rynkach, które zestawiamy). Co więcej, „1983” nie osiągnął nawet w Polsce takiej popularności jak „Ślepnąc…” w Hiszpanii.

Zerknijcie na dane (najlepiej kliknąć w obrazek):

Interesujący w kontekście popularności obu omawianych polskich seriali z 2018 r. wydaje się wątek Hiszpanii, która okazuje się ich najżyczliwszym odbiorcą (tę sympatię w imieniu rodaków odwzajemniam choćby poprzez „Casa del papel”). W przypadku „Ślepnąc…” widać też pewne zainteresowanie rynków skandynawskich, a w przypadku „1983” – odzew widzów rosyjskich.

Czekając na polsko-czesko-ukraińską koprodukcję, życzmy jej, żeby nie tylko w Polsce powtórzyła sukces serialu HBO. I żeby Polska w końcu kiedyś znalazła się na podobnej liście: 

źródło: The Wit

Joanna Nowakowska

Żyje z pisania, ale woli czytanie. Łącznie od ponad dekady śledzi rynek telewizyjny, a od jakiegoś czasu ma wrażenie, że rynek śledzi również ją :) Obowiązki naczelnej ScreenLoverki łączy z pracą w agencji mediowej, do której przeszła z Atmediów. Poprzednio (i jak dotąd najdłużej) - dziennikarka „Media & Marketing Polska”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Najnowsze komentarze
  • Fajnie że zostało to opisane
  • Smart Communications
  • gdybyście jeszcze nauczyli się używać polskich słów zamiast tych językowych potworków...
  • Widać, że artykuł, jak i cały blog jest napisany przez mediowców. Mediowiec to taki człowiek, który od lat kupuje media dla branży reklamowej, któremu wydaje się, że wie coś więcej o samym marketingu. Siedząc w tej wąskiej branży, jednakowoż zarządzając największymi budżetami w niej samej, opanował ów mediowiec do perfekcji sztukę pierdolenia farmazonów z pozycji ex katedra. Więkoszść tych nominacji do reklamowych bzdur roku to nic innego, jak zazdrość wobec tych budżetów, których klienci nie zechcieli wydać na reklamy, a wydali na inne działania promocyjne. Reklamy, których chyba już nikt nie ogląd, ponieważ albo nie ma telewizora, albo ma adblocka, albo ma w głęboki poważaniu wszystkie korporacyjne media, w których ów reklamy mają szansę się ukazać. Nasi mediowcy wykorzystując swoją zawodową pozycję, zasłaniając się kantarami, tgiami, adreportami i innymi zabawkami mediowca, opowiadają te wszystkie bzdury, tylko po to, by odwrócić uwagę, przeciętnie zorientowanego marketera od zmian postaw konsumpcyjnych, zmian w systemach wartości całych pokoleń, które zasadniczo kształtują współczesne strategie komunikacyjne. A wszystko po to, abyś kupił frejarze koleje reklamy, przypadkiem nie zastanawiał się nad budżetami, które mógłbyś przeznaczyć na brand purpose, czy transformację digital. Ci biedni, często nieświadomi bzdur, które sami opowiadają, powinni nominować się do największej bzdury roku. Nie ma większej bzdury w działaniach promocyjnych marki, jak wydać budżet na reklamy. Jest taki dowcip o mediowcach, - wiecie kiedy miediowiec kłamie? - kiedy otwiera usta!
  • Nic dziwnego, że usługa ta jest tak popularna. Kupiłem telewizor UHD 4K, który miał służyć głównie do gier, a większość czasu spędzam oglądając na nim seriale. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że obsługa usługi jest prosta, a mnogość serwisów ogromna.

Warning: Use of undefined constant php - assumed 'php' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /scn_lvrs/wp-content/themes/responsive_new/footer.php on line 1
X