Publikacje

2018-05-02

Shoppable video czyli product placement 3.0 / po MIPTV

Ludzie chcą płacić za nieprzerywanie im oglądania programów, a mali reklamodawcy poszukują alternatywy wobec Google i Facebooka. W te trendy z ofertą wstrzeliwuje się Spott, belgijska aplikacja do interaktywnego lokowania marek. Dzięki niej wideo staje się „shoppable” (czy jest jakiś dobry polski odpowiednik tego słowa?) poprzez otagowanie marek pojawiających się w programie i przekierowanie zainteresowanego do internetowego sklepu. Czy łączenie wideo i e-commerce wyrośnie na szeroki trend, a nadawcy zaczną sięgać szeroko po takie rozwiązania?

Idea Spott uwiodła mnie na MIPTV dwa lata temu, gdy właściciele tej aplikacji nazywali ją jeszcze „shazamem dla marek” (klik!). Dzięki aplikacji na smartfona widzowie mogli śledzić jakie marki pojawiają się w programie TV, podejrzeć ich ceny, a w razie zainteresowania przejść do e-sklepu. Magia Shazama już przygasła, podczas gdy Spott – wydaje się – rozwinął skrzydła. Aplikację ma już 250 tys. użytkowników, a spółka osiągnęła w ub.r. 1,7 mln euro przychodu.  

Jonas De Cooman, współzałożyciel Spott, z którym ScreenLovers widział się podczas MIPTV, duże nadzieje dla swojej technologii wiąże z addressable TV. Jego zdaniem docieranie z przekazem do wybranych telewidzów pozwoli przełamać barierę wejścia do telewizji mniejszym markom. Już dziś sklep jubilerski z Amsterdamu czy kwiaciarnia z Barcelony może jego zdaniem zaistnieć w krajowym programie, a nad rozwinięciem możliwości addressable pracują w Belgii dwa największe telekomy. Przy Googlu i Facebooku, które do 2020 r. mają zgarniać połowę wszystkich reklamowych pieniędzy, Spott ze swoją filozofią i produktem może się więc wydawać sprzymierzeńcem tak nadawców, jak agencji. 

 

Pomysłowi Belgowie współpracują zarówno z tradycyjnymi nadawcami TV, jak i  serwisami wideo – w ich przypadku namierzanie marek jest mniej wymagające dla użytkownika. Spott kojarzy dysponentów treści z dysponentami budżetów reklamowych. A pracował już w Belgii m.in. dla IKEA, Lidla, Mercedesa czy – po stronie dostawców treści – RTL, Fox i Paramount.

Czy „shoppable content” to przyszłość rynku e-wideo i linearnej telewizji?

Na MIPTV nie tylko ze strony Spott słychać takie hasła. Kojarzenie e-commerce z wideo jest dziś większym trendem. Kapitał chce na nim zbić m.in. Alex Connock, były manager Endemol Shine, który stworzył właśnie Missile, markę z ambicjami robienia cyfrowego branded content i łączenia oglądania z kupowaniem.

– Rynek reklama spada, zabijany przez e-commerce. Marki muszą wchodzić w kontent, a „shoppability” coraz mocniej opanowuję rozrywkę – mówił Connock. A jako że specjalizuje się w produkcji do nowych mediów dodawał, że „telewizja to już nie jest zeitgest”.

Spott czy Missile sprawiają dziś, że wideo przestaje być materią nieożywioną w świecie mediów reklamowych. Interaktywność rzeczywiście wydaje się odmieniać doświadczenie oglądania i to nie interaktywność rozumiana jako możliwość kliknięcia, z której tak niewielu przecież korzysta (ach, te znikome CTR-y…). Ruchomy obrazek, który można „dotknąć”, by sprawdzić cenę kanapy albo spodni, bez konieczności wyszukiwania ich na stronie producenta, to nawet potencjalna korzyść dla widza.

A wszystko to bez przerywania oglądania. I to też ważny aspekt oferty takich firm jak Spott. Jak zauważa Jonas De Cooman ludzie są dziś gotowi za luksus nieprzerywania zapłacić. Rozpieszczeni przez Netflix i podobne mu wolne od reklam serwisy, doświadczenie takiego oglądania mogą chcieć przenosić na wszystkie platformy. I to kolejny, z wielu powodów, dla których branded content – w wersji ożywionej i analogowej, wciąż rośnie w siłę.

Spott, który stworzył dashboard dla klientów mogących podglądać w jakiej sekundzie widzowie zaczynają podglądać ich markę osadzoną w programie, podkreśla też znaczenie takiego rozwiązania dla całej strategii content-marketingowej. 

Nad Wisłą o technologicznych fajerwerkach wspierających telewizyjny branded content na razie nie słyszałam (nadawcy, start-upy: do dzieła!). A my już za kilka dni zapraszamy na cykl z udziałem fachowców od lokowania marek, z pomocą których stworzymy polski „Best of Branded Content”. Zapraszamy.

Joanna Nowakowska

Żyje z pisania, ale woli czytanie. Łącznie od ponad dekady śledzi rynek telewizyjny, a od jakiegoś czasu ma wrażenie, że rynek śledzi również ją :) Obowiązki naczelnej ScreenLoverki łączy z pracą w agencji mediowej, do której przeszła z Atmediów. Poprzednio (i jak dotąd najdłużej) - dziennikarka „Media & Marketing Polska”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Najnowsze komentarze
  • kiedyś usłyszałem że "treści powstają aby ściągnąć odpowiednie audytorium do danego medium" - tak zapewne powstało ucho prezesa, ale też warsaw shore, czy rolnik szuka żony xD
  • Czytelniczko, bo Karina to imię żeńskie ;) A jak badaliście kanały linearne oglądane w Ipli?
  • Szanowna czytelniczko / czytelniku, tak spojrzeliśmy na więcej niż te 7 kanałów i do analizy wybraliśmy te właśnie. Zwrócę uwagę, że odpływ widowni załatwia wskaźnik ATV, czyli średni dzienny czas oglądania. Ten maleje i zawiera on stacje i duże i małe. To prawda, że również wielka czwórka traci na rzecz małych stacji i to także ujmujemy w pełnym opracowaniu. Tutaj jest jedynie fragment. A dane typu trendy czyli Gooogle Trends i social listening to trochę inne dane i one nie mierzą odpływu widowni tylko zainteresowanie właśnie. Edward
  • Analiza indeksów zainteresowania objęła 7 kanałów „tradycyjnej” TV (Polsat, TVN, TVP1, TVP2, HBO, Canal+ i Discovery) i 7 serwisów VOD (Player, Ipla, TVP.pl, Showmax, Netflix, Amazon Prime, HBO Go). A co z odpływem widowni do coraz bardziej rozdrobionej oferty kanałów tematycznych? Uważam, że w tym badaniu powinno się ująć więcej aniżeli 7 kanałów.
  • Asia, na początek ja również Cię pozdrawiam :) I niezwykle dziękuję za dialog, bo to oznacza, że temat jest interesujący. Chciałem tylko napisać że nasz raport nigdy nie miał na celu pokazywać który z domów mediowych jest największy, czy najlepszy. Ten raport jest raportem opartym o PRZYCHODY domów mediowych. Przychody "podpisane krwią" przez Zarządy Spółek (pod odpowiedzialnością karną). Wartość, którą trudno manipulować, w przeciwieństwie do zysku, obrotów, "zarządzania budżetem", itp. Jeśli ktoś w naszym raporcie widzi coś innego lub próbuje go inaczej interpretować, jest w błędzie.
X