Publikacje

2017-04-05

Samotność binge-watchera i tajemnice rewatchingu: o serialach z MIPTV

Główny trend? Nie ma jednego. Dziś kręci, ogląda i sprzedaje się wszystko. Od thrillerów po komedie, od krótkich serii po tasiemce, od wymagających produkcji do SVOD po otwarte na branded content grzeczne telewizyjne klasyki.

W samych tylko Stanach serialowa eksplozja oznacza, że w 2016 r. nakręcono ich 455 (wyliczenie firmy Ampere Analysis). Obserwatorów tego rynku skala fenomenu często prowadzi do konstatacji, że nadmuchano bańkę, która musi pęknąć.

seriale

Serialowy boom nie umyka oczywiście organizatorom największych na świecie targów telewizyjnych. Już od ub.r. podczas MIP organizowane są całodniowe pokazy 12 najlepszych seriali ze świata (w ub.r. do przeglądu udało się załapać polskiemu „Bodo”, w tym roku zabrakło moim zdaniem „Belfra” – szczęśliwie Canal+ chwali się nim chociaż na reklamie w festiwalowej gazecie…). A w 2018 roku podczas MIPTV rozgrywany będzie kolejny festiwali – Cannes Series.

Co można było o serialach usłyszeć lub przeczytać na tegorocznych targach i konferencji MIPTV?

  • Rozwój SVOD sprawia, że seriale coraz śmielej podróżują. Jak czytamy w MIPDrama Special Report, wydanym specjalnie na okoliczność targów: Turcy sprzedają swoje „dizis” na Bliski Wschód, do Azji i do Ameryki Południowej. Koreańskie produkcje oglądają się w Chinach, Indiach i również na rynkach latynoskich, gdzie dobrze przyjmowane są też indyjskie produkcje, doceniane również w Europie. Nawet wyspiarske, „wsobne” przez lata gusta serialowe zmieniają się pod wpływem eksplozji i dostępności różnorodnych seriali. Neil Mortensen, Director of Audiences w iTV, zwracał uwagę, że kiedyś w UK nikt nie sięgnąłby po francuski serial, a dziś widać zagraniczne produkcje w największych stacjach.
  • Efekt „Broad Church”, czyli śmierć dziecka sprzedaje. Wprawdzie produkuje i sprzedaje się dziś wszystko, seriale z wątkiem zaginięć i śmierci dzieci, są wyjątkowo chodliwym towarem. Szefowa „The Wit” nazwała to „efektem Broad Church” (polecam swoją drogą ten brytyjski serial). A w trend wpisują się choćby polski „Belfer”, czy powstający właśnie kolejny sezon „Top of The Lake” z Nicole Kidman. Historia trendu, który nabiera teraz rumieńców, sięga „Twin Peaks”, mocno eksploatują go Skandynawowie, a klimat „nordic noir” doczekał się już nawet swojej serialowej parodii…

FullSizeRender (27)

  • Lokalne platformy SVOD bronią się przed Netfliksem własnymi produkcjami. Coraz częściej słychać o serialach powstających specjalnie na potrzeby meksykańskiego (właściwie – południowoamerykańskiego) Blim, jak 12-odcinkowa „Sincronia” czy tureckich platform streamingowych jak Puhu (produkcja „Phi” mocno promowana w Cannes) czy BluTV (serial kryminalny „Masum”). Widać, że tak jak to jest z telewizjami, budującymi tożsamość z pomocą seriali, tak zaczyna być z lokalnymi serwisami VOD. Poza utrwalaniem brandu, czemu służy machina marketingowa uruchamiana przez hitowe produkcje, lokalne serwisy przyciągają najlepszymi serialami abonentów. Którzy – być może dzięki temu nie zapłacą (tylko) Netfliksowi… 

FullSizeRender (28)

  • Rozkwit koprodukcji. By zrobić oszczędniej, by obsłużyć kilka stacji (serwisów), by skorzystać z doświadczeń różnych rynków i producentów, seriale coraz częściej się ‘koprodukuje’. O takich dealach słyszymy w Polsce (wspomniany już znakomity „Belfer” zrobiony przez Canal+ we współpracy z TVN). Na świecie szczególnie interesujące wydają się różne formy współpracy pomiędzy serwisami SVOD a nadawcami. Sky i Amazon w ub.r. ogłosiły współpracę przy serialu „Britannia”. Netflix z kolei ma wkrótce robić dwie koprodukcje z BBC, a jedną z Canal+ („The Spy”, historia Eliego Cohena). Kiedy w Polsce usłyszymy o pierwszym takim dealu?
  • Kiedyś oczytany, dziś „naoglądany”. To już nie najświeższa obserwacja, ale chyba coraz bardziej prawdziwa… I często powtarzali ją uczestnicy paneli na MIPTV. Seriale – kiedyś forma eskapizmu i ‚guilty pleasure’ w czystej postaci, dziś służą także budowaniu kapitału kulturowego. Powiedz co oglądasz, a powiem Ci kim jesteś…
  • Samotność binge-watchera. Zwyczaj oglądania kilku odcinku odcinków pod rząd wypromował Netflix, wypuszczając od razu całe serie do sieci. Praktyka ta nie jest wciąż standardem i HBO np. trzyma się starej szkoły budowania napięcia wśród widzów tygodniowym oczekiwaniem na odcinek. Mnie binge-watching odmienił jako widza i – poza wyjątkami – nie zaczynam serialu, dopóki nie mam pod ręką 13 odcinków i widoków na zarwanie dwóch nocy (ostatnio – przy „Długiej Nocy” HBO). W USA, według Ampere Analysis, po kilka odcinków seriali ogląda już 70 proc. podłączonych do sieci Amerykanów… 

Ale nie o statystykach dzisiaj, a o psychologicznych aspektach zjawiska, które naświetliła podczas MIPTV Dimph de Feijter z NHTV University of Applied Science w Holandii. Przede wszystkim – binge-watching to praktyka samotnicza, izolująca – a więc kompletnie różna od oglądania telewizji, która ma wymiar raczej jednoczący, rodzinny. W badaniach etnograficznych jej uniwersytetu, Dimph spotykała prawdziwych rekordzistów binge-watchingu, jednej z takich seryjnych oglądaczek zdarzyło się wciągnąć 31 odcinków z rzędu.

IMG_3884

Do czego to prowadzi? Jak twierdzą badacze – do poczucia wyobcowania, utraty samokontroli, poczucia winy i uzależnienia. Optymalna dawka zdaniem badaczy z Holandii? 3-5 odcinków. Większe dawki zmniejszają już uczucie przyjemności, a wywołują odczucia depresyjne. Pracownia Dimph de Feijter pracuje obecnie nad narzędziem, które pomagałoby widzom optymalizować odpowiednie dla nich dawki serialu.

Hm, ja w to nie wchodzę 🙂

  • Sekrety rewatchingu. Arcyciekawą prezentację podczas MIPTV pokazał też inny przedstawiciel akademickiego świata – Frank Bentley, który łączy wykłady na Stanfordzie i w Massachusetts Institute of Technology z pracą w Yahoo Labs. Postanowił on przeanalizować zjawisko powtórnego oglądania, które w czasach koronkowych, wymagających intelektualnie produkcji (przede wszystkim seriali), jak również – ich dostępności 24/7 w serwisach straemingowych, może przybierać na sile.

FullSizeRender (26)

Co się najlepiej ogląda powtórnie? Bez zaskoczenia – seriale, właśnie te o zawiłej fabule, jak choćby „Lost”, do których warto wrócić nie po to tylko by rozwikłać historię, ale czasem – by odkryć nowe ukryte znaczenia.  Sport, rozrywka, formaty reality – to z kolei niezmiennie domena oglądania „live”.

A po co ogląda się powtórnie? Komedie – by poprawić humor. Seriale dokumentalne, jak „Planete Earth” (BBC) – by się wyciszyć i uspokoić. 

Jakie są konteksty ponownego oglądania? Kiedy ma wyjść nowy sezon i chcemy odświeżyć wątki, kiedy przygotowujemy się do podróży w miejsce pokazane dobrze w serialu („Seks w wielkim mieście” i Nowy Jork), z sympatii dla aktorów, w poszukiwaniu lepszej jakości (gdy kupimy sobie nowy sprzęt). Częste re-oglądanie staje się też nieraz formą rodzinnego hobby, gdy para ogląda, by wyprzedzać kwestie bohaterów.

Czy to wszystko ciekawe, choć bezużyteczne obserwacje dla serwisów wideo?  Oczywiście nie. Mechanizmy rekomendacji mają szansę wykorzystać te informacje do promocji wybranych, oglądanych już w danym serwisie seriali, by polecić je jeszcze raz w zależności od nastroju, czy planów wyjazdowych ich użytkownika.

Co ciekawe –  rewatching, w przeciwieństwie do binge-watchingu, jest znacznie częściej aktywnością społeczną, rodzinną.

  • A jak się oglądają w Polsce topowe światowe seriale? Na MIPTV ponownie odwiedziliśmy stoisko firmy analitycznej Parrot Analytics. To jeden z beneficjentów międzynarodowych problemów z pomiarem wideo. Parrot Analytics zbiera dane na temat ściągnięć z torrentów, a także przeczesuje sieć w poszukiwaniu wzmianek na temat seriali (social media, blogi, serwisy filmowe, strony fanowskie). I ze wszystkich tych źródeł pobiera dane na temat monitorowanych wielkich produkcji serialowych. Następnie sprowadza te wszystkie informacje do wskaźników (podstawowy to Average Demand Expressions), które służą porównaniu popularności show. Jak zdaniem Parrot Analytics wyglądała lista 5 najgorętszych hitów w Polsce w ostatnim miesiącu?

IMG_4032

Joanna Nowakowska

Żyje z pisania, ale woli czytanie. Łącznie od ponad dekady śledzi rynek telewizyjny, a od jakiegoś czasu ma wrażenie, że rynek śledzi również ją :) Obowiązki naczelnej ScreenLoverki łączy z pracą w agencji mediowej, do której przeszła z Atmediów. Poprzednio (i jak dotąd najdłużej) - dziennikarka „Media & Marketing Polska”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze