Publikacje

2017-08-07

Gdzie nie bywać, kogo nie znać (i odwrotnie) zdaniem ScreenLovers

Przed VideoWars by ScreenLovers 2 namówiliśmy branżowych bywalców, by podzielili się konferencyjnymi wskazówkami. Mieliście więc okazję przeczytać co na temat mediowo-reklamowych eventów myślą Karina Rompa, Agnieszka Flis i Iza Albrychiewicz – KLIK!  

Ale siebie też nie oszczędzamy, więc dziś ScreenLovers spowiadają się ze swoich konferencyjnych wrażeń odpowiadając na pytania zadane samym sobie 🙂  

Joanna Nowakowska, ScreenLovers:

JN SL1

Ostatnią złotówkę z budżetu szkoleniowego przeznaczyłabym na wykład ….. 

Złotówka by nie wystarczyła, ale gdybym miała się ograniczyć do jednej konferencji w roku, to na pewno byłyby to MIPTV lub MIPCOM – najlepsza okazja, by przekonać się co w wideo piszczy i to z każdej perspektywy: kontentowej, dystrybucyjnej, a nawet i reklamowej. 

Kiedy widzę to hasło w agendzie wiem, że spokojnie mogę odpuścić prelekcję…   

Czas na większych konferencjach optymalizuję dzięki hasłom: wirtualna rzeczywistość, 4K-8K, sztuczna inteligencja, big data, a ostatnio także milenialsi i influencerzy. Nauczona doświadczeniem z zaliczonych już prelekcji o takiej tematyce (klepanie futurystycznych andronów, lansowanie niszowych usług, kreowanie się na awangardowych obserwatorów rynku lub po prostu ogólnikowy bełkot) – omijam. 

O tytuł najbardziej sprzedażowej prezentacji roku ubiegać może się …

Mam kilka typów na liście, ale nie mogę się zdecydować 🙂 

Smutna prawidłowość pokazuje, że kompletnie bez autopromocyjnej trzymanki prowadzą swoje prezentacje klienci firm organizujących konferencje. Organizatorom nie wypada ich strofować i briefować – w końcu klient zawsze ma rację i to on de facto płaci za imprezę. Ale konsekwencje ponosi publiczność (nuda!) i organizator (wizerunek!). Dziwi w tym kontekście kompletny brak instynktu samozachowawczego prezentujących: dostać na 20-30 minut dużą publiczność i zamiast oczarować – wkurzyć. Komu to potrzebne?  

Co do zasady najciekawsze są prezentacje przygotowane przez… 

Lubię badania, więc doceniam prezentacje firm badawczych, a czasem też akademików, którzy wgryzają się w reklamowe tematy z zupełnie nieoczekiwanych perspektyw. Bywa, że są to prezentacje obarczone brakiem praktycznej wiedzy i nieserwujące rozwiązań przedstawianych problemów. Ale na pewno otwierają oczy i są dobrym punktem wyjścia do własnych poszukiwań. 

Najbardziej wyczekiwaną konferencją w roku jest dla mnie… 

Targi i konferencja MIP w Cannes – pierwszoligowa i chyba niedościgniona merytorycznie spośród cyklicznie organizowanych imprez telewizyjnych. 

Zdarzyło mi się też dwa razy być na konferencjach WARC – to też merytorycznie ‚creme de la creme’ i przez parę lat można wracać do prezentacji z tych konferencji. 

Z komplementami dla polskich imprez już nie będzie mi tak łatwo. Doceniam np. Filmteractive – konferencję raczej dla twórców i kreatywnych niż mediowców, ale zrobioną z głową i polotem. Bez rozczarowania wychodziłam też zawsze z konferencji Nielsena, który pokazuje ciekawe, praktyczne i przekrojowe dane z różnych rynków- szkoda, że tak rzadko. 

Najlepsze pod względem merytorycznym wykłady przygotowują specjaliści czy kadra menadżerska?

Myślę, że lwią część prezentacji, także tych pokazywanych później przez CEO, przygotowują specjaliści 🙂 A w rolach prezentujących ludzie sprawdzają się niezależnie od stażu i szczebla – podstawą są wiedza, luz oraz dystans do siebie i własnej firmy. Cenny (bo rzadki) szczególnie w przypadku CEO. 

Prezentacje konferencyjne powinny trwać…  

Przy moim FOMO i umiłowaniu form skondensowanych, 30 minut to max. 

Największe spełnione/niespełnione obietnice vs agenda to w tym roku… 

Jeśli chodzi o Polskę to nie wypada konkretnie 🙂 A ogólnie: budżet i rozmach nie gwarantują ani nawet nie uprawdopodabniają sukcesu merytorycznego. A że nie pracuję w new businessie i tzw. „networking” aż tak mnie nie pociąga, oceniam tylko jakość wystąpień. 

Z zagranicznych – w tym roku tam nie byłam, ale z poprzednich lat nieszczególnie wspominam europejski Interact Congress, hermetyczną imprezę digitalowców ze zdecydowanie lepszą oprawą (wnętrza, bankiety, gadżety) niż merytoryczną zawartością. Największy problem z tymi digitalowcami polega na tym, że rzadko wyglądają poza swój ogródek i bagatelizują znaczenie świata niecyfrowego. Myślę jednak, że to się zmieni w obliczu różnych wizerunkowych kłopotów rynku digital i wyraźnego „sprawdzam”, jakie rzucili mu reklamodawcy. 

Specyfika polskich konferencji, w porównaniu z zagranicznymi, polega na… 

W Polsce wciąż obserwuję spore zapatrzenie w zagranicznych mówców – i wielu organizatorów konferencji, szczególnie płatnych, stara się inkrustować agendę „key note speakerami” z Zachodu. Może lekko zawyżyłabym mówiąc, że w 2 na 3 przypadkach, ale efekty bywają słabe. Często ich prelekcje sprowadzają się do ogólnikowego ględzenia i pokazywania kejsów, które powinny robić wrażenie na prowincjuszach ze Wschodu, a… nie robią. 

Wolne wnioski?

Znajomy z firmy eventowej wspomniał ostatnio, że przeżywamy w Polsce konferencyjny boom. Rynek pracownika sprawił, że nawet w mniejszych firmach wyodrębniły się budżety na szkolenia, wydawnictwa w obliczu trudności ze sprzedażą reklam przestawiły się na przychody z eventów itp. 

Jeśli spojrzeć na liczbę mailingów dot. konferencji – rzeczywiście widać wzmożenie. Ale szkoda, że ilość zupełnie nie przechodzi w jakość, a często nawet bywa odwrotnie. Organizatorzy liczą zyski, nie pilnują poziomu merytorycznego, nie widać rzetelnej pracy nad agendami, często w ogóle nie czuć wkładu organizatora w zakres merytoryczny prezentacji. Można założyć, że po prostu obdzwania się dyżurnych speakerów i jazda. Dlatego sama – korzystając oczywiście nieraz z przywilejów rozpustnej blogerki (akredytacje) – bardzo rzadko wydaje pieniądze na udział w konferencjach. Wolę sobie poczytać / porozmawiać / pooglądać na YT lub Beet TV. I dlatego też – widząc ogromną merytoryczną niszę – postanowiliśmy organizować VideoWars by ScreenLovers 🙂 

A co na to Wojciech Kowalczyk?

WK SL

Ostatnią złotówkę z budżetu szkoleniowego przeznaczyłabym na wykład… musiałbym mieć kilka ostatnich złotówek, a zainwestowałbym w takie nazwiska: Tim Bowman (kiedyś BBC) i Jeff Swystun (DDB) oraz w konferencję EGTA. 

Kiedy widzę to hasło w agendzie wiem, że spokojnie mogę odpuścić prelekcję… ostatnio jak płachta na byka działa na mnie hasło „medioznawca”. Podobnie mam z kołczami. Osobną kategorię można poświęcić panelom dyskusyjnym, które z dyskusjami niewiele mają wspólnego.

O tytuł najbardziej sprzedażowej prezentacji roku ubiegać może się… dla samej short-listy strona A4 to za mało. Ale nie chcę nikogo personalnie atakować, więc uznajmy, że takich prezentacji jest aż nadto.

Co do zasady najciekawsze są prezentacje przygotowane przez…praktyków z branży, którzy nie silą się na „odkrywanie trendów”, ale jednocześnie dobrze syntetyzują informacje z wielu źródeł.

Najbardziej wyczekiwaną konferencją w roku jest dla mnie … ze względu na poziom i jakość prezentacji – wszystkie konferencje EGTA. Dla niezorientowanych – stowarzyszenie biur reklamy TV i radia głównie z Europy. Jedno z nielicznych miejsc z których wraca się z gotowymi receptami na sprzedaż. A networkingowo – obie konferencje PIKE.

Najlepsze pod względem merytorycznym wykłady przygotowuje kadra managerska czy specjaliści? To zależy. Managerowie zazwyczaj lepiej wypadają w „przekrojówkach”, opisie zmian, trendów itp., ale praktyczne prezentacje – lepiej jeśli trafiają w ręce specjalistów.

Prezentacje konferencyjne powinny trwać… najlepiej jeśli trwają 15 – 20 minut. Dłuższe mają tendencję do rozmywania głównego wątku. Idealnie, jeśli na scenie jest zapadnia i jeśli prelegent „przynudza” można ją skutecznie uruchomić.

Największe spełnione/niespełnione obietnice vs agenda to w tym roku… nie ma co ukrywać  – na konferencje PIKE nadal to nie część konferencyjna jest magnesem.

Specyfika polskich konferencji, w porównaniu z zagranicznymi, polega na… ostatnio zauważyłem, że konferencje zagraniczne są zazwyczaj po angielsku. Myślę, że słabiej wypadamy (mniej otwarcie) w częściach dyskusyjnych. Na jednej konferencji odbywających się w Pradze w agendzie ustalono, że po godzinnej prezentacji będzie czas na godzinną dyskusję nad prezentacją. Mimo, że większość osób na sali się nie znała, to dyskusję trzeba było brutalnie przerwać po dwóch godzinach groźbą, że hotel schowa catering. W Polsce – nie do pomyślenia.

Wolne wnioski?  Panele dyskusyjne to samo zło.  Mimo, że mamy 21.wiek, to mało kto wykorzystuje nowe możliwości komunikacyjne, chociażby pozyskania szybkiego feedbacku od widowni. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze